December 2007

Szlachta

Starówka

Niedziela. Mroźne powietrze, szarość z nieba i tłumy turystów zalewają starówkę. Mimo wszystko udaje się niektórym zgubić te wszystkie “przeszkadzacze” i zatopić się w lekturze. Lektura wyjątkową być musi gdyż nawet dwóch szlachciców wymieniających poglądy nie zaciekawia czytającego. Swoją drogą bieda na podzamczu aż boli co widać po waszmościach ślachetniej urodzonych. Co by sukmany swe rodowe byle jakim dżinsem plebejskim zastąpić. Oj, źle się dzieje w Rzeczpospolitej ;)

Muzyka: Jamiroquai “Seven days in sunny june”

Miecz Przeznaczenia okładka

Trochę poświęcenia

Ballada opowiadała o pewnym wiedźminie i o pewnej poetce. O tym, jak wiedźmin i poetka spotkali się na brzegu morza, wśród krzyku mew, jak pokochali się od pierwszego wejrzenia. O tym, jak piękną i silną była ich miłość. O tym, że nic, nawet śmierć, nie było w stanie zniszczyć tej miłości i rozdzielić ich. Jaskier wiedział, że mało kto uwierzy w historię, którą opowiadała ballada, ale nie przejmował się tym. Wiedział, że ballad nie pisze się po to, by w nie wierzono, ale po to, by się nimi wzruszano.

Andrzej Sapkowski Miecz przeznaczenia “Trochę poświęcenia”

kawowo

Podróże z espresso

Przełamując poniedziałkowe stereotypy zamieniłem wieczór przed monitorem komputera na wyprawę do Indii. Wyprawę co prawda jedynie z filiżanką do espresso ale za to z cudownym aromatem, wybornym smakiem i nutką cytrusów. W połączeniu z miłym wnętrzem Filtry Cafe oraz zażartymi dysputami, które tam wyczynialiśmy stanowiło to wszystko miłą odmianę od cybernetycznego standardu…

… a ten cytrusowy posmak cały czas za mną chodzi :-)

Muzyka: Joe Hisaishi “Summer”

Filtry

Szukając wody w proszku

W zasadzie to kawy i niekoniecznie w proszku… ale na pewno szukając plan miałem zaiste niecny: najechać na Starą Ochotę, znaleźć Filtry Cafe i przy okazji zrobić kilka zdjęć. Okazało się, że zrobienie kilku zdjęć jest prostsze niż znalezienie kafejki ale zawsze to kilka metrów więcej w nogach ;-)

Problem ze znalezieniem Filtrów był taki, że kompletnie nie pamiętałem adresu pod jakim mieści się ten zacny przybytek. Ale przecież co to dla mnie. Wszak ulica Filtrowa do najdłuższych nie należy a i przyjemnie się nią spaceruje zwłaszcza gdy wzrok ucieka w prostopadłe do niej uliczki. Okazało się jednak, że tylko ja uważam to za przyjemne i towarzysząca mi, popadająca w desperację Magda zrujnowała cały plan pytając się o drogę. Prawdopodobnie uratowało to nas od zrobienia kilku kolejnych rundek po Filtrowej gdyż… Filtry Cafe wcale się tam nie mieszczą tylko nieco tak w bok ;). Sam lokal jest bardzo przyjemny. Nie przytłacza przestrzenią ale nie odstrasza też małą ilością miejsca. Dla mnie taki w sam raz. Szkoda tylko, że mimo niedzieli pustawo. Nie wiem czy to kwestia godziny czy pogody. Szkoda trochę bo ludzie często tworzą klimat danego miejsca. Ale to co najważniejsze – kawa, jest super. Espresso z ładną, rdzawą cremą i miłym smakiem. Na latte też Magda nie narzekała. Miła odmiana po tych wszystkich espressopodobnych produktach. Ah… na półce z lekturami kilka ciekawych pozycji dla tych, którzy nie chcą tylko wpaść i wypaść ale posiedzieć nieco dłużej. Coś czuję, że Filtry zagoszczą w fotograficznych marszrutach po stolicy. Oby nam to miły personel kawiarenki wybaczył :)

Poniżej, standardowo, kilka marnych ujęć z tego co ciekawego udało się dostrzec (albo i nie ciekawego, no cóż ;))

To Hoża co prawda ale... ;) Piesek z Filtrowej ;) A to takie tam ;)

Muzyka: Lamb “God bless”