Dawno, dawno temu weekendy spędzałem maszerując po mieście z aparatem w łapie i smakiem kawy w ustach. Niestety to było, tak jak pisałem, dawno ale… wcale nie nieprawda. Dzisiaj nastąpiła reaktywacja. Nastąpiła nieśmiało i niezdecydowanie czyli tak jak zawsze na spotkaniach NGFu :)
Jak zwykle w mini gronie wyruszyliśmy na Powiśle by zapoznać się z urokami kawiarni Kafka oraz by zdzierając podeszwy na Powiślu coś “ustrzelić”. Kafka nie zawiodła. Przyjemne miejsce z dobrą kawą i regałem książek. Spędzony tam czas nad doppio i dyskusją z właścicielem na pewno do straconych nie należał ale trzeba było w końcu zabrać się za drugą część spotkania. Ruszyliśmy jak zwykle bez celu to klucząc wąskimi uliczkami Powiśla to idąc nad Wisłą i zrzędząc na kapryśne słońce.
Poniżej kilka ujęć z tego spaceru. Po nim nastąpiła trzecia, najprzyjemniejsza część dzisiejszego wypadu w nadwiślańskie okolice ale niestety one zachowały się tylko w mojej głowie. Może następnym razem… :-)
Muzyka: Coma “Czas globalnej niepogody”
